Nowe Horyzonty 2025 – notatka po czasie
27 filmów przez sześć dni. Jeśli miałbym wskazać jeden, jedyny, który został we mnie najmocniej – to „Sirat”. Od raju do piekła. „Rejwowy” vanlife na polu minowym. Film, który wbił mnie w fotel drugiego dnia i nie puścił do dziś. Po kilku tygodniach nic się nie zmieniło – wiele obrazów wyblakło o wielu zapomniałem. Zaczynam nawet doceniać tę moją słabą pamięć, szczególnie w czasach przesytu i przebodźcowania.
Co jeszcze?
„Dzień Petera Hujara” – jeden dzień z ikoną fotografii, w tle Nowy Jork i plejada kultowych nazwisk, a wszystko podczas kameralnej rozmowy jeden na jeden, w rytmie wolno biegnącego czasu.
„Zmartwychwstanie” – trudny jest los wampirów. Czasem ta długowieczność bywa męcząca, ale długość filmu wręcz odwrotnie – ponad trzy godziny mijają zbyt szybko. Piękny na każdym poziomie. Hołd dla kina.
„Tłum” – „Zróbmy więc imprezę jakiej nie przeżył nikt. Niech sąsiedzi walą, walą, walą do drzwi” – tylko że w Iranie, co nie jest takie proste.
„Wszyscy nadal tu jesteśmy” – 9.30, pierwszy seans, trzy części i z każdej wylewają się słowa, zdania, sekwencje. Wspaniałe, przegadane kino.
„Nowa fala” – osobista podróż przez kino, które już znamy, ale widziane z innej perspektywy. Autoportret widza i filmowca zarazem, trochę esej, trochę pamiętnik, a trochę list miłosny do samej idei „nowej fali”.
„Orły Republiki” – duże kino z rozmachem. Miłość, przemoc, dyktatura. Historia opowiedziana już wielokrotnie, ale tu zachwyca świeżością i energią.
„Tajny agent” – stacja benzynowa, Volkswagen garbus jak z fabryki, kierowca z dzieckiem, policjanci, rutynowa kontrola. Studium życia w Brazylii pod wojskową dyktaturą w full kolorze taśmy Kodaka z onirycznymi momentami, które bawią – mnie na pewno.
„Człowiek do wszystkiego” – …i od niczego. Przeszłość, teraźniejszość, The Smith i wynalazki.
„Błysk diamentu śmierci” – wspaniałe, błyskotliwe i błyskające cekinami i lateksami kino akcji. Dal fanów 07, 007 lub 000000(0)7
A dalej jeszcze: „Harvest”, „Zew natury”, „Pijane kluski”, „Tryptyk rozbitków”, „Wypadek fortepianowy”, „Psiapsi”. Reszta się rozmyła – i może dobrze. Bo pamięć wybiera za nas.
Czekam na rok 2027.